infoKonin – Koniński Portal Informacyjny

Od Moczadeł po Australię, czyli dzieje rodziny Balcerzaków – cz. 1

czwartek Grudzień 30, 2021

„Matko Boska weź mnie do nieba i daj mi kawałek chleba”  

Moczadła to dawna osada, leżąca pomiędzy Dobrosołowem Drugim a Lucynowem, na terenie, której znajdowało się tylko jedno gospodarstwo, należące niegdyś do rodziny Balcerzaków. Na dzień dzisiejszy nikt już tam nie mieszka. Cicha okolica nie pozwala jednak zapomnieć bólu i cierpień, jakie doświadczyła przez lata terroru dwóch systemów totalitarnych: faszystowskiego oraz komunistycznego i krzyku rozpaczy jej jedynych mieszkańców. 

W 1936 r. na Moczadła sprowadził się, pochodzący z pobliskiego Pępocina, Franciszek Balcerzak. Był on żonaty z Kazimierą Nowakowską z Ostrowitego i miał z nią szóstkę dzieci. Rodzina zakupiła gospodarstwo składające się z 32 hektarów ziemi. Warto wspomnieć o tym, że oprócz Balcerzaków na terenie gospodarstwa żyło i pracowało dla nich jeszcze kilka innych osób określanych jako komornicy, czyli chłopi bez własnej ziemi i domu, pracujący  i mieszkający na terenie cudzego gospodarstwa.  

1 września 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa. Pomimo trwającego konfliktu mieszkańcy Moczadeł nie odczuwali skutków trwającego konfliktu. Oczywiście do czasu.    Około drugiego tygodnia września Franciszek, najstarszy syn Franciszka Balcerzaka, niemal nie stracił życia, gdy samoloty niemieckie zaczęły nagle bombardować pobliskie pola. Gdy parę dni później lokalne ziemie opanowali hitlerowcy sytuacja diametralnie się zmieniła. Folksdojcz Maks, jeden z mieszkańców pobliskiego Szyszłowa, został wytypowany na sołtysa przez niemiecką władzę. Był to prawdziwie zwyrodniały nazista, nienawidzący Polaków. Dokonywał rewizji i donosił na mieszkańców do lokalnej żandarmerii. Pewnego dnia bez ostrzeżenia wszedł do domu Balcerzaków. Zobaczył, że na piecu gotuje się nielegalna kiełbasa. Udawał, że tego nie zauważył, lecz już następnego dnia ponownie zjawił się u Balcerzaków,  w towarzystwie dwóch żandarmów. Niemcy po kilku minutach rewizji znaleźli w ziemiance, znajdującej się pod kuchnią, ukrytą kiełbasę. Szczęście w nieszczęściu rodzina nie przypłaciła tego odkrycia życiem. Zabrano im kiełbasę i w ramach kary nakazano zapłacić 10 marek niemieckich. Niezbyt surowy wyrok zirytował Maksa. Starał się potem, jak tylko mógł,  im zaszkodzić. Pewnego dnia powiedział żandarmerii, że widział u Balcerzaków przestrzelone skóry zająców. Oczywiście była to wymyślona historyjka. Niemcy jednak przeprowadzili rewizję, w trakcie której nic nie znaleźli. Maks naciskał na nich, żeby dalej szukali. W końcu pewien Niemiec, mówiący zresztą po polsku, zdenerwował się i go zrugał za niepotwierdzone informacje. Po pewnym czasie Boża sprawiedliwość dosięgła szyszłowskiego folksdojcza. Po ataku Niemiec na ZSRR sołtys Maks dostał powołanie do wojska i słuch po nim zaginął. 

W listopadzie 1941 r., o drugiej w nocy, do domu Balcerzaków przyszło kilku hitlerowców. Powiedzieli, że gospodarstwo na Moczadłach przejmują Niemcy, a gospodarująca na nim rodzina ma 15 minut, aby się spakować i pożegnać  z domem                        i komornikami. Rodzina zamieszkała następnie w Wrąbczynkowskich Holendrach u pewnego polskiego gospodarza. Ciężkie warunki bytowe i konflikt z gospodarzem zmusiły ją do zmiany miejsca zamieszkania. Dzięki staraniom Kazimiery Balcerzak rodzina uzyskała, pod koniec 1941 r., mieszkanie w Golinie, prawdopodobnie wcześniej zamieszkiwane przez Żydów. Było to jednak niewyobrażalnie niekomfortowe do życia miejsce, pozbawione dosłownie wszystkiego. Balcerzacy początkowo tylko spali na słomie, porozrzucanej po całym domu. Później, dzięki ponownym staraniom Kazimiery Balcerzak, mogli spać na pryczach, a nie na zimnej podłodze. Oprócz tego obskurnego miejsca nieustannie towarzyszył głód. Nie jedli niczego innego niż gotowane kartofle, „zupę” z wody po ich gotowaniu i placki ziemniaczane, ale tylko wtedy, gdy któremuś z domowników udało się załatwić jakiś olej do smażenia czy inną tłustą substancję. Młodszy z Balcerzaków - Franciszek - wspominał po latach, że jego brat Feliks (urodzony kilka miesięcy przed II wojną światową) zwijał się z głodu na podłodze  i głośno krzyczał: „Matko Boska weź mnie do nieba i daj mi kawałek chleba”… Jego modlitwa wywoływała zawsze wielką rozpacz rodziców, którzy nie mogli zrobić zbyt wiele, by uśmierzyć ból własnych dzieci.

Źródła: - Relacja ustna Andrzeja Balcerzaka z Melbourne (Australia), oparta na nagraniach wspomnień jego ojca Franciszka Balcerzaka, zebrana przez Łukasza Rewersa w sierpniu 2021 roku;

Autor: Łukasz Rewers 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

INNE WIADOMOŚCI

Konin
18.6
°C
47
%
3
km/h
0.0
mm
79
%