22lipiec2018

22 Lipiec 2018    |    Imieniny obchodzą: Maria, Magdalena, Wawrzyniec
Jesteś tutaj: Home » Wiadomości » Gurlitt: "Niczego dobrowolnie nie oddam"

Gurlitt: "Niczego dobrowolnie nie oddam"

Po raz pierwszy od momentu odkrycia kolekcji sztuki w Monachium odezwał się jej posiadacz Cornelius Gurlitt. Nie ma zamiaru oddawać żadnych obrazów, bo jego ojciec nabył dzieła sztuki zgodnie z prawem. 

87356742y6eysyh

 

Cornelius Gurlitt, posiadacz kolekcji sztuki odkrytej przed półtora rokiem przez policję w Monachium chce zatrzymać wszystkie obrazy. Chodzi o obrazy, których właścicielami przed okresem III Rzeszy byli z reguły Żydzi. Gurlitt oświadczył to w pierwszym wywiadzie, jakiego udzielił "Spieglowi" w dwa tygodnie po tym, jak opinia publiczna dowiedziała się o zarekwirowaniu kolekcji prawie 1500 dzieł sztuki, jakie przechowywał w swoim mieszkaniu w Monachium.

80-letni Gurlitt odrzuca wszystkie zarzuty kierowane pod jego adresem, twierdząc, że wyszystkie dzieła sztuki jego ojciec nabył zgodnie z obowiązującym prawem. Wymiar sprawiedliwości i prasa przedstawiają wszystko w zafałszowany sposób, twierdzi, dodając, że dostarczył prokuraturze wystarczająco dużo dowodów, które oczyszczają go z wszelkich zarzutów. Zaznaczył, że może sobie jednak wyobrazić rozmowy z niemieckimi władzami.

"Czego ci ludzie ode mnie chą?"

Cornelius Gurlitt jest wstrząśnięty publiczną debatą, jaka rozgorzała wokół jego kolekcji. - Czego ci ludzie ode mnie chcą? - pytał, zapewniając, że chciał tylko obcować ze swoimi obrazami i niczego tak nie kochał, jak swej kolekcji, która była treścią jego życia.

Jak pisze tygodnik "Focus" pracownicy Urzędu Kanclerskiego i bawarskiego wymiaru sprawiedliwości chcą skłonić Gurlitta, by dobrowolnie oddał w ręce państwa 590 dzieł sztuki z tej kolekcji, zaliczanych jakoby do dzieł zagrabionych przez nazistów. W zamian za to umorzone zostałoby dochodzenie przeciwko niemu, podjęte przez prokuraturę w Augsburgu pod zarzutem oszustwa podatkowego i zatajenia.

Płacił podatki od "skromnych dochodów"

"Sueddeutsche Zeitung" (SZ) opublikowała informację, jakoby Gurlitt płacił podatki w Austrii, co by oznaczało, że augsburska prokuratura musiałaby umorzyć śledztwo. SZ powołuje się na informacje bawarskich władz. Cornelius Gurlitt, będący synem Hildebrandta Gurlitta, który handlował sztuką w czasach nazistowskich, płacił w Austrii podatki "od skromnych dochodów". Jego główne miejsce zamieszkania jest Salzburg, co oznacza, że nie podlega on niemieckiemu fiskusowi.

Jak stwierdził prokurator w Augsburgu Reinhard Nemetz, prokuratura zarekwirowała "różne dokumenty, także starszej daty, sięgające nawet lat 30. ubiegłego wieku". Ewentualne wykroczenia przeciwko przepisom podatkowym już dawno uległy przedawnieniu.

Kto, co i kiedy wiedział?

Otwartą kwestią jest to, kto ponosi odpowiedzialność za fakt, że informacje o odkryciu i zarekwirowaniu kolekcji Gurlitta przez 20 miesięcy nie były upubliczniane. Monachijskie ministerstwo sprawiedliwości wskazuje, że informacjami tymi dysponował także berliński Federalny Urząd Służb Centralnych i Otwartych Kwestii Własnościowych. Stamtąd nadeszła natomiast informacja, że dopiero z początkiem listopada br. "dowiedziano się o konkretnych rozmiarach i tle tego przypadku".

Bawarski minister sprawiedliwości Winfried Bausback (CSU) przyznał otwarcie, że "ci, którzy w okresie Trzeciej Rzeszy zostali pozbawieni praw i wywłaszczeni przez zbrodniczy reżim, powinni jak najszybciej odzyskać swoją własność"

Źródło: dw.de