18sierpień2018

18 Sierpień 2018    |    Imieniny obchodzą: Helena, Ilona, Bogusław
trans 
Get Adobe Flash player
Jesteś tutaj: Home » Rozrywka » separator » Akcje i konkursy » DZIECKO w CENTRUM ! Czyli 65 lat polskiej animacji

DZIECKO w CENTRUM ! Czyli 65 lat polskiej animacji

Koniński Dom Kultury zaprasza małych i dużych na wernisaż wystawy „65 lat polskiej animacji dla dzieci” na placu przy Konińskim Domu Kultury. Startujemy 28 maja 2013 r. o godz. 10.00 projekcją bajek w Kinie Centrum. 

65 lat animacji

 

 

Po projekcji bajek, w której weźmie udział Ewa Sobolewska – producent i redaktor

 

Od 26.06.2001–Prezes Zarządu TV Studia Filmów Animowanych Sp. z o.o. w Poznaniu

 

Od 23.02.2006 – Prezes Zarządu Fundacji Sztuki i Edukacji Filmowej AnimaFilm w Poznaniu

 

1977: Dyplom, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Filologia polska, teatrologia

 

dzieci wezmą udział w wernisażu wystawy ,,65 lat polskiej animacji dla dzieci” na placu przed Konińskim Domem Kultury.

 

Do udziału w wydarzeniu zapraszamy także media.

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Marcin Kułakowski, PISF

 

Wystawa plenerowa "65 lat polskiej animacji dla dzieci" rozpoczęła swą wędrówkę 6 października 2012 r., kiedy to stanęła przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, w pobliżu Kina Kultura.

 

Wystawa plenerowa ,,65 lat polskiej animacji”.

 

 

PROGRAM 28 MAJA 2013

 

Godz. 10.00 Kino Centrum

 

Seans z TVSFA i polskimi bajkami animowanymi. W tym pokaz filmu wg Ch. H. Andersena „Len” w wersji dla niesłyszących z udziałem tłumacza języka migowego.

 

Sypanie soli. Spotkanie dzieci z Ewa Sobolewską, producentką filmów animowanych, prezesem TV Studia Filmów Animowanych w Poznaniu. Pokaz jednej z unikatowych technik animacyjnych.

 

Godz. 11.00 przed budynkiem KDK

 

Wernisaż wystawy „65 lat polskiej animacji dla dzieci”, w którym uczestniczą dzieci

 

Godz. 11.15 Kino Centrum, seans Akademii Filmowej Otwórz oczy!

 

Sypanie soli. Spotkanie dzieci z Ewa Sobolewską, producentką filmów animowanych, prezesem TV Studia Filmów Animowanych w Poznaniu. Pokaz jednej z unikatowych technik animacyjnych.

 

Film programowy: El Cid legenda o mężnym rycerzu. 90 min.

 

 

 

 

Godz. 15.00 Kino Centrum

 

Zestaw filmów animowanych z 65-letniej historii polskiej animacji. Spotkanie ze znanymi i lubianymi bohaterami polskich animacji Reksiem, Bolkiem i Lolkiem, Misiem Uszatkiem, a także z Krawcem Niteczką, Parauszkiem i innymi…., 78 min. W tym pokaz filmu wg Ch. H. Andersena „Len” w wersji dla niesłyszących z udziałem tłumacza języka migowego.

 

 

Wystawa i towarzyszący jej album prezentują techniki animacji, krótką historię polskiego filmu animowanego, sylwetki mistrzów, filmy krótkometrażowe, pełnometrażowe, seriale, a także dorobek poszczególnych studiów filmowych oraz festiwale, na których można obejrzeć filmy animowane dla dzieci. Ma układ chronologiczny. Jest w języku polskim i angielskim.

Ilustracje do wystawy i albumu - fotosy filmowe, werki z planu, zdjęcia lalek, reprodukcje szkiców postaci, scenopisów, celuloidów, plakatów, zdjęcia artystów przy pracy - pochodzą z archiwów Filmoteki Narodowej, Muzeum Kinematografii w Łodzi, studiów filmowych, Narodowego Archiwum Cyfrowego, a także z prywatnych zbiorów reżyserów bądź ich spadkobierców.

 

Na planszach wybranych filmów umieszczone zostały fotokody, które umożliwiają, po zeskanowaniu telefonem komórkowym, obejrzenie fragmentu filmu.

 

 

 

Wystawa powstała z inicjatywy i środków PISF - Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i Muzeum Kinematografii w Łodzi we współpracy z Filmoteką Narodową, Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, Studiem Miniatur Filmowych, Studiem Se-ma-for, Telewizyjnym Studiem Filmów Animowanych w Poznaniu, Narodowym Instytutem Audiowizualnym, Kinem RP oraz firmą Foto-kody.pl.

 

Patronami medialnymi wystawy są: TVP1, Gazeta Wyborcza, Polityka, Kino, Filmweb, Świerszczyk i Radio Bajka.

 

 

Rozmowa z Ewą Sobolewską, prezesem TV SFA w Poznaniu

Animacja jest poezją. Gra skojarzeniami, sięga do zakamarków pamięci, a wszystko to czyni przy pomocy przepięknej formy - języka czytelnego dla wszystkich dzieci na świecie - twierdzi Ewa Sobolewska, prezes TV SFA, w Poznaniu, uhonorowanego Platynowymi Koziołkami podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmów dla Dzieci i Młodzieży Ale kino! Ma na myśli oczywiście dobrą animację, którą jurorzy nagradzają za szerzenie szlachetnych ideałów, za uwznioślenie duszy człowieka, za odwagę w posługiwaniu się unikatowymi środkami plastycznego wyrazu, za poczucie humoru i wspaniałą zabawę z dziećmi.

 

Jak trafiła Pani do Telewizyjnego Studia Filmów Animowanych?

 

Z konkursu. Jestem teatrologiem i polonistką po poznańskim UAM. Po powrocie z Wybrzeża, gdzie przez chwilę pracowałam w teatrze, znalazłam w gazecie ogłoszenie. Poszukiwano redaktorów do nowo powstającego studia. Zgłosiłam się na rozmowę do Macieja Wojtyszki, wówczas kierownika literackiego, który poprosił mnie o napisanie recenzji i scenariusza. A potem w domu moich rodziców zadzwonił telefon. Dostałam angaż 1 kwietnia 1980 roku.

 

Pierwsza siedziba mieściła się na Dębcu. W albumie Filmy warte Poznania wydanym z okazji jubileuszu 30-lecia Studia barwnie opisuje to miejsce reżyser Zbigniew Kotecki. Skromne budynki przycupnięte na skrawku dzielnicy Dębiec, wciśnięte między trzy nitki torów sugerowały raczej przystanek kolejowy, a odgłos przejeżdżających pociągów i ich regularność, od początku tworzyły szczególny klimat, do którego przyczyniało się specyficzne, ciemne wnętrze pracowni... Swoistym magnesem dla Studia była możliwość pracy przy najnowocześniejszym stole zdjęciowym, jakie były używane w polskiej animacji. Były tu pierwsze silniki krokowe, pierwszy mikroprocesor do sterowania mechaniką stołu, projektora i kamery. Ten sprzęt zdjęciowy znakomicie funkcjonował przez następne dwie dekady, dając pełne poczucie niepowtarzalności wynikającej z hand made.

 

 

Studio powstało dzięki determinacji Zbigniewa Napierały, ówczesnego dyrektora Ośrodka Regionalnego Radia i TV w Poznaniu, człowieka z pasją i wizją. Na czas remontu siedziby na Dębcu, przytuliło nas Polskie Radio. Pierwszym szefem był Jacek Żuralski, znany z programu Grająca szafa, który latem 1981 roku wyjechał z Polski. Wkrótce dyrektor Napierała, w porozumieniu z "Solidarnością" zaproponował mi kierowanie Studiem. Miałam 28 lat i byłam najmłodszym kierownikiem w Polsce, aż do momentu, w którym poszłam na urlop wychowawczy. Po pięciu latach wróciłam, zostałam szefową promocji i kierownikiem produkcji. Przeszłam wszystkie szczeble wtajemniczenia zawodowego, aż do roku 2000.

 

 

To właśnie na Dębcu, w iście spartańskich warunkach, kształtował się zespół, rodziły się pierwsze zawodowe przyjaźnie, uczniowie terminowali u mistrzów.

 

 

Wspierały nas wybitne indywidualności polskiego kina animowanego. Mirosław Kijowicz - wielki intelektualista kina, Kazimierz Urbański - twórca eksperymentujący z formą i materią oraz Witold Giersz - malarz ekranu, twórca techniki malarskiej w filmie animowanym. To właśnie możliwość uczenia się od tak różnych artystów dała naszym przyszłym realizatorom szansę odkrycia swoich osobowości twórczych, określenia się wobec sztuki animacji, poszukiwania i znalezienia własnej drogi. Powstał zespół, o którym mówi się, że wypracował swój własny "charakter pisma". Jego dojrzałość ujawnił cykl miniatur filmowych do muzyki klasycznej. A liczne poszukiwania i eksperymenty doprowadziły do powstania cyklu Impresje, do ekranizacji przypowieści filozoficznych Leszka Kołakowskiego oraz serii Baśnie i Bajki Polskie i Miś Fantazy.

 

 

O jednej z bajek lajlońskich, w swoim liście, profesor pisze W zapusty obejrzeliśmy film O największej kłótni. Jesteśmy (tj. ja i moja żona Tamara) zachwyceni. To jest doprawdy znakomite dzieło i mogę się pysznić, że częściowo się do niego przyczyniłem. Tamara powiedziała od razu, że właściwe to szkoda, że to idzie w telewizji, bo jest to tak piękne dzieło malarskie, że chciałoby się różne jego fragmenty powiesić na ścianie. Doprawdy majstersztyk. Ogromnie, ogromnie dziękuję. Z najlepszymi życzeniami na najbliższe millenium. To millenium nie zaczęło się dla Was zbyt przyjemnie...

 

 

Po tylu wspaniałych osiągnięciach, nagrodach na różnych festiwalach, kiedy świętowaliśmy nasz jubileusz 20-lecia, dotarła do nas wieść, że jesteśmy u progu likwidacji. To był szok.

 

 

Zwłaszcza, że Studio otrzymało od miasta imponujący budynek przy al. Niepodległości. Ogromne przestrzenie, marmurowe posadzki, nowoczesna sala nagrań i plany realizacji ponad stu filmów rocznie. Zapowiadała się rewolucja technologiczna w polskiej animacji.

 

 

Wkrótce jednak okazało się, że ten budynek nie jest nasz, tylko telewizji publicznej, a my jesteśmy dla niej balastem, a nie, jak nam się wydawało, jej częścią realizującą misję, wpisaną w status tej instytucji.

 

 

I wówczas krucha kobieta, Ewa Sobolewska postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce...

 

 

Pozory mylą. Niektórzy nazywają mnie żelazną damą polskiej animacji. Wiedziałam, że nie możemy pozwolić, żeby Studio upadło. To było miejsce pracy, które kochaliśmy. Zatrudnialiśmy między innymi zespół wspaniałych malarzy, także absolwentów ASP. Bywało, że przez dwa lata pracowali nad jednym filmem. Nie dla pieniędzy, a z pasji tworzenia. Ta energia wisiała w powietrzu, nie można było jej zlekceważyć. Postanowiliśmy stworzyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W momencie, kiedy wszyscy straciliśmy pracę, musieliśmy nasze trzymiesięczne odprawy grupowe przeznaczyć na kapitał zakładowy. Przekonaliśmy Zarząd Telewizji Polskiej do udziału w spółce na poziomie 10 procent, dzięki czemu możemy korzystać z naszego dorobku artystycznego, niestety nie w sensie ekonomicznym.

 

 

Pałacowe przestrzenie musieliście zamienić na gorące latem pokoiki przy Dominikańskiej, z czego jednak potrafiliście się śmiać, mówiąc, że "wakacje spędziliście na Dominikanie"...

 

 

Zawsze latem przypada czas gorącej pracy, bo po wakacjach zaczynają się targi filmowe, a dla nas terminy są święte. Niestety cudowni właściciele naszej kamienicy, z przyczyn ekonomicznych, musieli ją sprzedać i znów przyszło nam szukać nowego miejsca na ziemi. Znaleźliśmy je w Zamku. Remont odsłonił wspaniałe sufity, spod wykładzin wyłoniły się dębowe podłogi...

 

 

Hol zdobi gablota uginająca się od nagród. Studio, uczestnicząc w ponad 900 festiwalach na całym świecie, otrzymało ich niemało, bo 174. Na ścianach wiszą ręcznie wykonane prace artystów do takich filmów, jak Marc Chagall, Gustav Klimt, Vincent van Gogh, Len. To już rzadkość w erze komputerów. Tak jak unikatowe techniki: sypanie soli, rysowanie patykiem, malowanie na kartonie lub celuloidzie.

 

 

Tworząc filmy uważaliśmy i nadal uważamy, że sens naszej pracy polega na kształtowaniu gustów odbiorcy, a nie schlebianiu im. Dziecko zawsze obejrzy piękny i mądry film. Jeżeli oczywiście będzie miało taką możliwość. Świat się zmienia, ale emocje pozostają te same.

 

 

Rozmawiała Beata Machowska-Kaczmarek

 

Źródło: www.poznan.pl, 21.06.2011

 

 

DZIECKO w CENTRUM !

Czyli 65 lat polskiej animacji

 

Koniński Dom Kultury zaprasza małych i dużych na wernisaż wystawy „65 lat polskiej animacji dla dzieci” na placu przy Konińskim Domu Kultury. Startujemy 28 maja 2013 r. o godz. 10.00 projekcją bajek w Kinie Centrum.

Po projekcji bajek, w której weźmie udział Ewa Sobolewska – producent i redaktor

Od 26.06.2001–Prezes Zarządu TV Studia Filmów Animowanych Sp. z o.o. w Poznaniu

Od 23.02.2006 – Prezes Zarządu Fundacji Sztuki i Edukacji Filmowej AnimaFilm w Poznaniu

1977: Dyplom, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Filologia polska, teatrologia

dzieci wezmą udział w wernisażu wystawy ,,65 lat polskiej animacji dla dzieci” na placu przed Konińskim Domem Kultury.

Do udziału w wydarzeniu zapraszamy także media.

 

 

 

Fot. Marcin Kułakowski, PISF

Wystawa plenerowa "65 lat polskiej animacji dla dzieci" rozpoczęła swą wędrówkę 6 października 2012 r., kiedy to stanęła przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, w pobliżu Kina Kultura.

Wystawa plenerowa ,,65 lat polskiej animacji”.

 

 

PROGRAM 28 MAJA 2013

Godz. 10.00 Kino Centrum

Seans z TVSFA i polskimi bajkami animowanymi. W tym pokaz filmu wg Ch. H. Andersena „Len” w wersji dla niesłyszących z udziałem tłumacza języka migowego.

Sypanie soli. Spotkanie dzieci z Ewa Sobolewską, producentką filmów animowanych, prezesem TV Studia Filmów Animowanych w Poznaniu. Pokaz jednej z unikatowych technik animacyjnych.

 

Godz. 11.00 przed budynkiem KDK

Wernisaż wystawy „65 lat polskiej animacji dla dzieci”, w którym uczestniczą dzieci

 

Godz. 11.15 Kino Centrum, seans Akademii Filmowej Otwórz oczy!

Sypanie soli. Spotkanie dzieci z Ewa Sobolewską, producentką filmów animowanych, prezesem TV Studia Filmów Animowanych w Poznaniu. Pokaz jednej z unikatowych technik animacyjnych.

Film programowy: El Cid legenda o mężnym rycerzu. 90 min.

 

Godz. 15.00 Kino Centrum

Zestaw filmów animowanych z 65-letniej historii polskiej animacji. Spotkanie ze znanymi i lubianymi bohaterami polskich animacji Reksiem, Bolkiem i Lolkiem, Misiem Uszatkiem, a także z Krawcem Niteczką, Parauszkiem i innymi…., 78 min. W tym pokaz filmu wg Ch. H. Andersena „Len” w wersji dla niesłyszących z udziałem tłumacza języka migowego.

 

 

 

Wystawa i towarzyszący jej album prezentują techniki animacji, krótką historię polskiego filmu animowanego, sylwetki mistrzów, filmy krótkometrażowe, pełnometrażowe, seriale, a także dorobek poszczególnych studiów filmowych oraz festiwale, na których można obejrzeć filmy animowane dla dzieci. Ma układ chronologiczny. Jest w języku polskim i angielskim.

Ilustracje do wystawy i albumu - fotosy filmowe, werki z planu, zdjęcia lalek, reprodukcje szkiców postaci, scenopisów, celuloidów, plakatów, zdjęcia artystów przy pracy - pochodzą z archiwów Filmoteki Narodowej, Muzeum Kinematografii w Łodzi, studiów filmowych, Narodowego Archiwum Cyfrowego, a także z prywatnych zbiorów reżyserów bądź ich spadkobierców.

Na planszach wybranych filmów umieszczone zostały fotokody, które umożliwiają, po zeskanowaniu telefonem komórkowym, obejrzenie fragmentu filmu.

 

Wystawa powstała z inicjatywy i środków PISF - Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i Muzeum Kinematografii w Łodzi we współpracy z Filmoteką Narodową, Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, Studiem Miniatur Filmowych, Studiem Se-ma-for, Telewizyjnym Studiem Filmów Animowanych w Poznaniu, Narodowym Instytutem Audiowizualnym, Kinem RP oraz firmą Foto-kody.pl.

 

Patronami medialnymi wystawy są: TVP1, Gazeta Wyborcza, Polityka, Kino, Filmweb, Świerszczyk i Radio Bajka.

 

 

Rozmowa z Ewą Sobolewską, prezesem TV SFA w Poznaniu

 

Animacja jest poezją. Gra skojarzeniami, sięga do zakamarków pamięci, a wszystko to czyni przy pomocy przepięknej formy - języka czytelnego dla wszystkich dzieci na świecie - twierdzi Ewa Sobolewska, prezes TV SFA, w Poznaniu, uhonorowanego Platynowymi Koziołkami podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmów dla Dzieci i Młodzieży Ale kino! Ma na myśli oczywiście dobrą animację, którą jurorzy nagradzają za szerzenie szlachetnych ideałów, za uwznioślenie duszy człowieka, za odwagę w posługiwaniu się unikatowymi środkami plastycznego wyrazu, za poczucie humoru i wspaniałą zabawę z dziećmi.

 

Jak trafiła Pani do Telewizyjnego Studia Filmów Animowanych?

Z konkursu. Jestem teatrologiem i polonistką po poznańskim UAM. Po powrocie z Wybrzeża, gdzie przez chwilę pracowałam w teatrze, znalazłam w gazecie ogłoszenie. Poszukiwano redaktorów do nowo powstającego studia. Zgłosiłam się na rozmowę do Macieja Wojtyszki, wówczas kierownika literackiego, który poprosił mnie o napisanie recenzji i scenariusza. A potem w domu moich rodziców zadzwonił telefon. Dostałam angaż 1 kwietnia 1980 roku.

Pierwsza siedziba mieściła się na Dębcu. W albumie Filmy warte Poznania wydanym z okazji jubileuszu 30-lecia Studia barwnie opisuje to miejsce reżyser Zbigniew Kotecki. Skromne budynki przycupnięte na skrawku dzielnicy Dębiec, wciśnięte między trzy nitki torów sugerowały raczej przystanek kolejowy, a odgłos przejeżdżających pociągów i ich regularność, od początku tworzyły szczególny klimat, do którego przyczyniało się specyficzne, ciemne wnętrze pracowni... Swoistym magnesem dla Studia była możliwość pracy przy najnowocześniejszym stole zdjęciowym, jakie były używane w polskiej animacji. Były tu pierwsze silniki krokowe, pierwszy mikroprocesor do sterowania mechaniką stołu, projektora i kamery. Ten sprzęt zdjęciowy znakomicie funkcjonował przez następne dwie dekady, dając pełne poczucie niepowtarzalności wynikającej z hand made.

Studio powstało dzięki determinacji Zbigniewa Napierały, ówczesnego dyrektora Ośrodka Regionalnego Radia i TV w Poznaniu, człowieka z pasją i wizją. Na czas remontu siedziby na Dębcu, przytuliło nas Polskie Radio. Pierwszym szefem był Jacek Żuralski, znany z programu Grająca szafa, który latem 1981 roku wyjechał z Polski. Wkrótce dyrektor Napierała, w porozumieniu z "Solidarnością" zaproponował mi kierowanie Studiem. Miałam 28 lat i byłam najmłodszym kierownikiem w Polsce, aż do momentu, w którym poszłam na urlop wychowawczy. Po pięciu latach wróciłam, zostałam szefową promocji i kierownikiem produkcji. Przeszłam wszystkie szczeble wtajemniczenia zawodowego, aż do roku 2000.

To właśnie na Dębcu, w iście spartańskich warunkach, kształtował się zespół, rodziły się pierwsze zawodowe przyjaźnie, uczniowie terminowali u mistrzów.

Wspierały nas wybitne indywidualności polskiego kina animowanego. Mirosław Kijowicz - wielki intelektualista kina, Kazimierz Urbański - twórca eksperymentujący z formą i materią oraz Witold Giersz - malarz ekranu, twórca techniki malarskiej w filmie animowanym. To właśnie możliwość uczenia się od tak różnych artystów dała naszym przyszłym realizatorom szansę odkrycia swoich osobowości twórczych, określenia się wobec sztuki animacji, poszukiwania i znalezienia własnej drogi. Powstał zespół, o którym mówi się, że wypracował swój własny "charakter pisma". Jego dojrzałość ujawnił cykl miniatur filmowych do muzyki klasycznej. A liczne poszukiwania i eksperymenty doprowadziły do powstania cyklu Impresje, do ekranizacji przypowieści filozoficznych Leszka Kołakowskiego oraz serii Baśnie i Bajki Polskie i Miś Fantazy.

 

O jednej z bajek lajlońskich, w swoim liście, profesor pisze W zapusty obejrzeliśmy film O największej kłótni. Jesteśmy (tj. ja i moja żona Tamara) zachwyceni. To jest doprawdy znakomite dzieło i mogę się pysznić, że częściowo się do niego przyczyniłem. Tamara powiedziała od razu, że właściwe to szkoda, że to idzie w telewizji, bo jest to tak piękne dzieło malarskie, że chciałoby się różne jego fragmenty powiesić na ścianie. Doprawdy majstersztyk. Ogromnie, ogromnie dziękuję. Z najlepszymi życzeniami na najbliższe millenium. To millenium nie zaczęło się dla Was zbyt przyjemnie...

Po tylu wspaniałych osiągnięciach, nagrodach na różnych festiwalach, kiedy świętowaliśmy nasz jubileusz 20-lecia, dotarła do nas wieść, że jesteśmy u progu likwidacji. To był szok.

Zwłaszcza, że Studio otrzymało od miasta imponujący budynek przy al. Niepodległości. Ogromne przestrzenie, marmurowe posadzki, nowoczesna sala nagrań i plany realizacji ponad stu filmów rocznie. Zapowiadała się rewolucja technologiczna w polskiej animacji.

Wkrótce jednak okazało się, że ten budynek nie jest nasz, tylko telewizji publicznej, a my jesteśmy dla niej balastem, a nie, jak nam się wydawało, jej częścią realizującą misję, wpisaną w status tej instytucji.

I wówczas krucha kobieta, Ewa Sobolewska postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce...

Pozory mylą. Niektórzy nazywają mnie żelazną damą polskiej animacji. Wiedziałam, że nie możemy pozwolić, żeby Studio upadło. To było miejsce pracy, które kochaliśmy. Zatrudnialiśmy między innymi zespół wspaniałych malarzy, także absolwentów ASP. Bywało, że przez dwa lata pracowali nad jednym filmem. Nie dla pieniędzy, a z pasji tworzenia. Ta energia wisiała w powietrzu, nie można było jej zlekceważyć. Postanowiliśmy stworzyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W momencie, kiedy wszyscy straciliśmy pracę, musieliśmy nasze trzymiesięczne odprawy grupowe przeznaczyć na kapitał zakładowy. Przekonaliśmy Zarząd Telewizji Polskiej do udziału w spółce na poziomie 10 procent, dzięki czemu możemy korzystać z naszego dorobku artystycznego, niestety nie w sensie ekonomicznym.

Pałacowe przestrzenie musieliście zamienić na gorące latem pokoiki przy Dominikańskiej, z czego jednak potrafiliście się śmiać, mówiąc, że "wakacje spędziliście na Dominikanie"...

Zawsze latem przypada czas gorącej pracy, bo po wakacjach zaczynają się targi filmowe, a dla nas terminy są święte. Niestety cudowni właściciele naszej kamienicy, z przyczyn ekonomicznych, musieli ją sprzedać i znów przyszło nam szukać nowego miejsca na ziemi. Znaleźliśmy je w Zamku. Remont odsłonił wspaniałe sufity, spod wykładzin wyłoniły się dębowe podłogi...

Hol zdobi gablota uginająca się od nagród. Studio, uczestnicząc w ponad 900 festiwalach na całym świecie, otrzymało ich niemało, bo 174. Na ścianach wiszą ręcznie wykonane prace artystów do takich filmów, jak Marc Chagall, Gustav Klimt, Vincent van Gogh, Len. To już rzadkość w erze komputerów. Tak jak unikatowe techniki: sypanie soli, rysowanie patykiem, malowanie na kartonie lub celuloidzie.

Tworząc filmy uważaliśmy i nadal uważamy, że sens naszej pracy polega na kształtowaniu gustów odbiorcy, a nie schlebianiu im. Dziecko zawsze obejrzy piękny i mądry film. Jeżeli oczywiście będzie miało taką możliwość. Świat się zmienia, ale emocje pozostają te same.

Rozmawiała Beata Machowska-Kaczmarek

Źródło: www.poznan.pl, 21.06.2011