20sierpień2018

20 Sierpień 2018    |    Imieniny obchodzą: Sabina, Sobiesław, Bernard
trans 
Get Adobe Flash player
Jesteś tutaj: Home » Pasje » separator pasja » Literatura » TRZY OBRAZY Z DZIECIŃSTWA

TRZY OBRAZY Z DZIECIŃSTWA

Publikujemy kolejny wiersz Janusza Gulczyńskiego - Z tomu Mnie wiersz był pisany, Kraków 2011 - zapraszamy do lektury. 

20120918175036-12-1
                                                        

 

                                                           TRZY OBRAZY Z DZIECIŃSTWA

                                                               (przeciw zabijaniu zwierząt)

                I.

                Padał śnieg. Przed świętami sąsiadka zabijała białą gęś na podwórzu,

                przy wodnej studzience. Trzymała ją mocno między nogami, jedną ręką

                przyciskała skrzydła, drugą nożem kroiła szyję. Biedne to zwierzę

                wyrywało się z przeraźliwym gęganiem i cała gromada dzieciaków goniła

                je po podwórzu. Pierze mieszało się ze śniegiem. Sąsiad radził, żeby szyję

                położyć na pieńku i uderzyć siekierą. Przerażony uciekłem na schody

                i stałem skulony przy małym okienku. Byłem słaby i nic nie zrobiłem.

                Odtąd, kiedy nieraz widzę kroczące stadem białe gęsi, spuszczam oczy

                ze wstydem.

                II.

                Po lekcjach zauważyliśmy przed szkołą gromadę ludzi i w środku tego

                zbiegowiska brązowego konia kasztana, leżącego ze złamaną nogą na

                ziemi. Chciał powstać, silił się wiele razy, ale zawsze upadał, za każdym

                razem coraz słabszy. Trwało to kilka godzin, zrobiło się ciemno i trzeba

                było wracać do domu. Nazajutrz rankiem, kiedy szedłem do szkoły,

                zobaczyłem w tym miejscu ogromną kałużę krwi, która pan woźny

                posypywał żwirem. Podobno o 11 w nocy przyjechał rzeźnik i strzelił

                koniowi w białą gwiazdkę między oczami. Mówili starsi koledzy, że

                z pistoletu – narzędzia śmierci, który nosił nazwę radykał. Podobno

                niektórym z nich rzeźnik dał nawet radykał przymierzyć do ręki.

                III.

                Kilka domów od nas, na Kolskiej, mieszkała stara maglarka. Nieraz

                chodziłem tam z mamą. Nieśliśmy pościel, bieliznę, makatki i stołowe

                obrusy. Maglarka miała ogromną maszynę, maglownicę z drewna,

                którą podobno przywiozła z Niemiec jeszcze przed wojną. Miała też

                wiewiórkę, którą chętnie przychodziły oglądać wszystkie dzieciaki

                z okolicy. I ja wpatrywałem się w to zwierzę, zamknięte w drucianej

                klatce dla kanarków. Podobno była jeszcze młoda, ale już całkiem siwa.

                Miotała się w klatce, była w ciągłym ruchu, ale nie tak jak inne wiewiórki,

                skaczące w parku między drzewami. Nieraz tylko stawała na chwilę,

                wytrzeszczała oczy i zasłaniała się małym orzeszkiem.

                                                                                              JANUSZ GULCZYŃSKI

                                                                                              Z tomu Mnie wiersz był pisany, Kraków 2011.